Baba w kuchni - mazurek w salonie

Pomijając fakt, że naprawdę nie miałam kiedy tu zajrzeć w końcu kilka słów skrobnę. Jestem u rodziców, nadrabiam przepisywanie notatek z Historii Ameryki Łacińskiej i olśniło mnie, że przecież mam bloga.

Dziś wszyscy piszą sms-y i spamują wszędzie gdzie się da, że jutro święta, Wesołe Alleluja i inne takie. Korzystam z chwili wolnego - dom z grubsza posprzątałam resztę zostawiłam na "jak wrócę od rodziców". W ten sposób nie padnę na twarz a będzie lśniło :)

Wczoraj z Padlinką urządziłyśmy harce w jej kuchni i oto efekty:




Prawa część jest moja i zabrałam ją do rodziców i wygląda teraz tak:


Drugi mazur został przygotowany dla przyszłych teściów Padlinki i jej mamusi :)




Tak, wiem powinnyśmy zrobić dwa osobne, ale nie wpadłyśmy na to. Biorąc pod uwagę, że to nasze pierwsze dzieła wielkanocne jest i tak cudownie :)





Czy systematyczni mają w życiu łatwiej ?


Rano pobudzał mnie do życia kawałek, którego bym pewnie nie tknęła, ale -7 stopni sprawiło, że to co miało rozbrzmiewać  w mych uszach po prostu w nich brzmiało. klik
Wzięło mnie dziś na rozmyślanie o systematycznej, porządnej nauce...

"Odrabiaj lekcje codziennie"
"Powtarzaj codziennie słówka"
"Każdego dnia poświęć kilka minut na naukę"
"Pisz staranniej"
"Prowadź ładne zeszyty"

Czy te nauki mają jakiś sens? Naprawdę nasz sukces w szkole/ gdziekolwiek indziej jest uwarunkowany tym jak często i systematycznie powtarzaliśmy materiał albo gdzie i jak zapisywaliśmy słówka czy konstrukcje gramatyczne ?

Nie jestem systematyczna. Zorganizowana też nie - takie zdanie ma o mnie mój chłopak i ja sama. Pieprzone dążenie do ideału... Ale w oczach niektórych jestem niesamowicie odpowiedzialna i zorganizowana z kalendarzem w ręku - zapisując co, gdzie, kiedy jak długo i dlaczego.
 Zmiana powoduje trzęsienie ziemi, taki efekt motyla. Marzy mi się jakiś spontan a jednocześnie jakaś systematyczność. Słówek uczę się gdy : a) chce mi się b) mamy koło czy cokolwiek innego, co nosi tutaj miano "kartkówki" czy "odpytania ustnego" - całkiem jak w szkole średniej.

Nie wiem, czy po ostatnich prawie 4 latach jestem w stanie wrócić do szkolnego trybu życia. Ponad semestr próbowałam być systematyczna i pudło - wyszło jak zawsze. Ale sobie radzę. Nadal wierzę, że po prostu jestem zdolna. Ale 16 lat nauki w "nieogarze" raczej nie poszło na marne, jednak nie da się ich chyba nadrobić poprzez zmianę nawyków.
Przecież zadania domowe zawsze robiłam na kolanie, mimo, że miałam ogromne biurko. Ba! W ostatniej chwili przed klasą też dawało radę i zawsze ze świetnym skutkiem. Po co mam to zatem zmieniać?

Czy uczyć moich podopiecznych systematyczności skoro sama taka nie jestem ? Czy to nie będzie przejaw hipokryzji?  A co z moim potomstwem, które zapewne kiedyś będę miała przyjemność wychowywać ?

Dorzucam zdjęcie- zupełne przeciwieństwo tego marcowego ziąbu, którego wszyscy mamy już dość...

I'm back!

Ostatnie dni mijały na próbach przypomnienia sobie hasła do mojego bloga poprzednia przednia idea , jednak niestety - skleroza wybrała i zaczynam jeszcze raz.

Nadal nie wiem jakiego tematu się trzymać, dlatego witam w moim tyglu :)
To, co mnie akurat zainspiruje pojawi się tutaj. Hasło już sobie zapisałam (tym razem nie w przeglądarce), zatem nie powinnam zniknąć :)

Na pocieszenie przy wyjątkowo zimowej aurze - dodaję zdjęcie ze słonecznej Barcelony (z zeszłorocznego weekendu kwietniowo-majowego, ale i tak utrzymuje mnie przy zdrowych zmysłach).